poniedziałek, 5 lutego 2018

Miłość po latach - zmieńmy, bieg wydarzeń.

Miłość po latach - Romeo i Julia

   Od wyznania sobie miłości przez Romea i Julię minęło parę lat, kiedy młody Monteki po śmierci Tybalta niespodziewanie znika, zostawiając panienkę Kapultet samą z rozdartym sercem.
   Julia w tym czasie dorasta, staję się prawdziwą i silną kobietą. Zaślubiona, mimo swojej niechęci jest Parysowi. Żyją w związku małżeńskim, na razie bezdzietnie. A Romeo? Romeo żyje w małej chatce pod Rzymem, wiodąc swoje życie samotnie. Oboje wspominają bal, na którym się poznali, wspominają pełne emocji ich młodzieńcze wyznanie miłości i tęsknią za sobą wzajemnie. Żadne z nich nie wie, co dzieje się z tym drugim. Czy żyje, czy kogoś ma, czy może ma już potomków? Nie wiedząc o sobie nic, toczyli swoje życie, tak jakby nigdy siebie nie znali. Julia już dawno pogodziła się ze stratą ukochanego, mimo że tęskniła za nim bardzo mocno. Zaś Romeo wiedział, że dalej kocha dziewczynę z rodu Kapultetów, ale po wygnaniu, obawiał się powrotu do Werony. Nie wiedział, czy jego rodzice wciąż żyją ani, czy spór pomiędzy rodami – jego i Julii – w dalszym ciągu jest taki nienawistny. Mimo tego chciał wrócić do swojego miasta, do swojej miłości. Jedyne czego najbardziej się obawiał, było to, czy Julia w dalszym ciągu była niezamężna, czy może już kogoś miała.
    W końcu stwierdził, że nie warto marnować jeszcze więcej czasu, bo i tak minęło go już tak dużo od ostatniego spotkania z Julią. Czym prędzej zabrał najważniejsze rzeczy, które najprawdopodobniej przydadzą mu się w drodze. Osiodłał konia, który stał za domem i wyruszył do Werony.
   W tym czasie Julia siedziała na balkonie, opierając się dłońmi o barierki i patrząc na ogród, w którym pracowali ogrodnicy. Na stoliku obok stała taca z gorącym napojem, który przyjemnie drażnił jej węch. Nie myślała w sumie o niczym, po prostu siedziała i patrzyła przed siebie, słuchając śpiewu ptaków. Chciałaby być kiedyś jak ptak, by wznieść się w powietrze i odlecieć daleko od wszystkiego. Tak, by nie musiała się niczym przejmować ani martwić, żeby po prostu pierwszy raz w życiu była wolna i mogła decydować, o kierunku swojego lotu, jakim byłoby jej życie. Westchnęła na swoje nierealne marzenia. Być jak ptak.
-Przecież to absurd – mruknęła pod nosem, masując skronie, które zaczęły nagle boleć.
-Wszystko w porządku, panienko? - usłyszała głos z dołu, gdzie pracowali ogrodnicy
Spojrzała na jednego z nich. Trzymał w dłoniach wielkie nożyce i przyglądał jej się z nieodgadnionym wyrazem twarzy, po części zaniepokojonym.
-Ależ tak, wszystko w porządku. Możesz wrócić do pracy! - mówiąc sięgnęła po filiżankę z naparem.
Niebawem Parys powinien wrócić z miasta. Tego dnia nie miała najmniejszej ochoty, by widzieć się z małżonkiem. Chciała spędzić jeden dzień samotnie, na głębokich przemyśleniach i na wspomnieniach. Zastanawiała się, co teraz mógłby robić Romeo. Czy u niego wszystko w porządku? Czy znalazł sobie ukochaną? Czy w ogóle żyje? Szczerze, bałaby się myśli, że Romeo zginął. Nie chciała tego do siebie nawet dopuszczać. On po prostu zniknął pewnego dnia i na pewno jest teraz dużo szczęśliwszy, niż wtedy, gdy mieszkał w Weronie. Taką przynajmniej miała nadzieję.
   Przemierzając drogę do Werony, nieustannie myślał o tym, że wkrótce zobaczy swoją ukochaną. Był już zmęczony, jego koń również, ale do celu zostało tak niewiele, że nie chciał się teraz zatrzymywać. Słońce mocno świeciło, ale wiał też delikatny wiatr, przez co podróż nie była taka zła.
~~


   Nad ranem Romeo zajechał do Werony, wydawać mu się mogło, że jego miasto nic się nie zmieniło od jego ostatniego pobytu w nim. Wszystko wyglądało tak jakby zostało nietknięte. Nawet jeśli niektóre budynki zostały odnowione czy pojawiły się nowe pomniku, to Romeo zdawał się nie zauważyć tego. Witał się z każdym napotkanym przez siebie człowiekiem, ale nikt chyba nie poznał go. Czyżby tak bardzo zmienił się podczas tej kilkuletniej nieobecności? Co prawda może nieco zmężniał, przez ciężką pracę, jaką wykonywał, może zarost pojawił się na jego twarzy i kilka zmarszczek koło oczu, ale czy naprawdę zmienił się tak, że ludzie, których niegdyś widywał codziennie zdawali się nie poznawać samego syna Montekich? Miał tylko nadzieję, że Julia go pozna. Czy ona również się zmieniła? Czy stała się jeszcze piękniejsza niż niegdyś była? Był taki niecierpliwy, tak bardzo już chciał ją zobaczyć. Jednak musiał nieco odpocząć, był wyczerpany, tak samo, jak koń, który dzielnie dotrwał do końca trasy.
   Siedziała na łące kilka minut od domu, plotąc w dłoniach wianek z kwiatów. Wyglądał prawie jak korona. Korona, która powinna znajdować się na głowie każdej szczęśliwej kobiety, w końcu miała być władcą swojego życia, ale czy była? Oczywiście, że nie. Parys z początku małżeństwa zdawał się być opiekuńczym i kochającym z całego serca partnerem, ale straciła o nim dobre zdanie, gdy tylko zaczął robić afery o każdą drobną błahostkę. Poza tym wiedziała, że ją zdradzał. W końcu, po co prawie każdego wieczoru wychodził z domu i wracał do domu późną nocą pachnąc jakoś inaczej? Parys był okropnym mężem, ale wiedziała, że jeśli zapragnęłaby odejść, to zawiodłaby rodziców. Wydawali się szczęśliwi z powodu tego małżeństwa. Mieli dobrą opinię w mieście, w końcu Parys spokrewniony był z księciem Eskalusem. W końcu stwierdziła, że jej rodzicom też należy się coś od życia, nawet jeśli ona ma na tym ucierpieć. Kiedyś nadjedzie czas na jej szczęście.
   Na dworze zaczęło robić się chłodno, słońce powoli zaczęło zachodzić, a ona miała kupić jeszcze kilka materiałów do uszycia koca. Czym prędzej wstała z trawy i ruszyła w stronę miasta, tak bardzo chciała zdążyć.
   Przechadzając się ulicami Werony Romeo rozglądał się dookoła z uśmiechem na ustach. Tęsknił za tym miastem bardzo mocno, miał z nim tyle wspomnieć, może nie wszystkie były szczęśliwe, ale były to wspomnienia, do których chętnie wracał. Poczuł, jak ktoś na niego wpada i gdyby nie przytrzymał się ściany jednego z budynku pewnie by upadł. Spojrzał na osobę, która niemalże spowodowała jego upadek. Była to piękna kobieta, niska z jasnymi włosami skręcającymi się u dołu, jej twarz była rumiana, a jej usta czerwone. Była piękna i kogoś mu przypominała.
-Huh przepraszam Pana najmocniej, strasznie się śpieszę. Nic Panu nie jest? - zapytała i nic więcej nie musiała mówić.
Romeo wszędzie poznałby ten delikatny głos.
-Julio, ukochana – szepnął podchodząc do niej bliżej
-Romeo? Co Ty tutaj robisz? Ty żyjesz? Ale..ale jak to? - była rozkojarzona, dotknęła jego policzka czując pod palcami jego zarost
-Żyje, ukochana. Nic mi nie jest i mam się dobrze, tak strasznie za tobą tęskniłem – powiedział to tak desperacko, że bał się, iż Julia go wyśmieję
-Och, Romeo – westchnęła wtulając się w jego pierś – gdzie Ty się podziewałeś ukochany? - łzy zaczęły płynąć po jej policzkach z niedowierzania. Jej Romeo powrócił
-Proszę pójdźmy w bardziej ustronne miejsce, ktoś mógłby usłyszeć
-Dobrze
Trzymając się swoich boków ruszyli w kierunku chwilowego zakwaterowania Montekiego.
~
   Dalsza akcja rozegrała się szybciej niż mogliby się tego spodziewać. Romeo dokładnie opowiedział Julii, o tym, że został wygnany po zabiciu Tybalta mszcząc tym samym swojego przyjaciela. Ta zaś opowiedziała mu, o tym, jak stała się szybko mężatką po jego zniknięciu. Zasmuciło to Romea, ale wiadomość, że Julia nigdy nie kochała Parysa nieco poprawiła mu humor
-Julio, ucieknijmy razem. Tak jak kiedyś to było w naszych planach. Mam dom niedaleko Rzymu. Jakoś sobie poradzimy.
-Ale Romeo, ukochany. Nie mogę ot tak opuścić Weronę. Co z moimi rodzicami, co z Parysem? On będzie mnie szukał
-Jakoś sobie z tym poradzimy. Rodzicom zostaw list i ucieknijmy, bądźmy szczęśliwi. Tak długo na to czekaliśmy, prawda?
-Tak, długo na to czekałam, ale boję się. Boję się tego, że Parys będzie chciał się zemścić.
-Będzie dobrze, obiecuje – rzekł zgarniając ją w swoje ramiona.


   Następnego dnia wybrali się do domu Julii i Parysa, by zabrać z niego wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy, które Julia pragnęła zabrać ze sobą. Niespodziewani się jednak, że od samego progu przywita ich wściekły Parys.
-A więc tak to wygląda? Moja żona zdradza mnie z wygnańcem? Jak śmiałaś w ogóle spojrzeć na innego?! - krzyknął szarpiąc za rękę Julii
-Nie dotykaj jej, Ty..potworze! - krzyknął na niego Romeo wyjmując z pochwy przymocowanej do pasa sztylet.
-Bo co mi zrobisz? Nie boję się ciebie, maleńki chłopcze. Ona jest moja – złożył głośnego buziaka na skroni Julii, po chwili odpychając ją na bok
-Pożałujesz tego, że kiedykolwiek położyłeś na niej dłonie
Po chwili Parys wyjął swój sztylet i zaczęła się walka, wszystko działo się na oczach Julii. Przez jakiś czas walka toczyła się zawzięcie, Parys zamachnął się i przeciął skórę na klatce piersiowej Romea. Ten nie był mu dłużny, zaraz znalazł się przy nim wbijając ostrze sztyletu w jego bok. Parys padł głośno stękając.
-Zabieraj swoje rzeczy, Julio. Zaraz wyjeżdżamy.
~
  Opuszczali Weronę szczęśliwi, jadąc obok siebie na koniach przy zachodzącym słońcu. Wreszcie mogli być szczęśliwi. Ich miłość mogła wreszcie istnieć, bez lęku czy obaw. Mogli być po prostu ze sobą i cieszyć się swoją obecnością. Znaleźli swoją miłość po latach.
KONIEC

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz